“Dachołazy” Katherine Rundell

Nietuzinkowa, zaczarowana i uwodząca od pierwszego wejrzenia powieść. Zachwyciła mnie i moje dzieci od pierwszej strony, a właściwe od okładki, która zdecydowanie oddaje nastrój „Dachołazów”. Niesamowita wyobraźnia autorki doprowadza do spotkania ludzi, którzy pewnie nigdy by się nie zetknęli, gdyby nie katastrofa statku. Ona, Sophie to niemowlę o włosach w kolorze błyskawicy unoszące się w futerale na wiolonczelę na środku kanału La Manche, zaś on, Charles Maxim, to naukowiec, który „tam, gdzie inni mieli płuca, on miał życzliwość, a uprzejmość skapywała mu z palców. Jeśli szedł ulicą i czytał książkę, skutkiem czego wpadł na latarnię, przepraszał i sprawdzał, czy latarni nic się nie stało.”

„Dachołazy” to powieść o wolności, która nakazuje uciekać od systemów kreowanych przez społeczeństwa, o miłości bezwarunkowej, opartej na wielkim zaufaniu, o tęsknocie, która rodzi bunt i niezgodę na otaczającą rzeczywistość, wreszcie o muzyce, która „brzmi jak osiem tysięcy ptaków i jest jak dom”.

Każdy rodzic mógłby od Charlesa uczyć się okazywania miłości swojemu dziecka, bo to, co łączy go z Sophie, nie osacza, nie ogranicza, nie opiera się na lęku i braku zaufania. To miłość, która nakazuje stać zawsze obok, być jak skała, na którą można zawsze wrócić, na której zawsze można się oprzeć, a która nie jest szklanym kloszem, nie obezwładnia i nie rodzi poczucia winy.

Charles „nie należał do mężczyzn, którzy ciągle by powtarzali: „Nie, nie rób tego, trzymaj się mocniej!”. Stał pod drzewem i krzyczał: Wyżej, Sophie! Tak, brawo! Wypatruj ptaków! Ptaki wyglądają cudownie od dołu!”. Od Charlesa nauczymy się, że „porządek nie jest niezbędny do szczęścia” i „by nigdy nie przekreślać możliwego” oraz, że „to, co przeczytasz w twoim wieku, zostanie w tobie. Książki są łomem, którym wyważysz drzwi świata.”

Właściwie każde zdanie K. Rundell jest poezją, sentencją, którą warto gdzieś zapisać i pamiętać o niej w życiu. Jednocześnie autorce udało się zbudować napięcie, które wzrasta z każdą przeczytaną stroną. Sophie z nowo poznanym przyjacielem, dachołazem przemierza dachy Paryża w poszukiwaniu mamy, bo „to miejsce, gdzie można odłożyć serce. Przystanek, na którym można odzyskać oddech” i do końca nie spodziewamy się, jak zakończą się te zmagania, gdyż wszyscy twierdzą, że żadna kobieta nie przeżyła katastrofy statku. Przepiękna, wzruszająca ostatnia scena nakazuje wracać do tego dzieła po wielokroć. Taka powieść zdarza się raz na jakiś czas. Dla każdego.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Cresta Social Messenger